Brain Leaks #4

Troszkę czasu mnie nie było, wiem, że tęskniliście więc wracam. Wracam jak to mam w zwyczaju – pomarudzić. Zgryźliwi tetrycy tak już mają, że jak nie marudzą to nie czują, że żyją. Nie walczę z tym, bo jeśli coś jest cechą własną to trudno z tym walczyć. No dobrze, ale do brzegu, to znaczy do tematu o którym chciałem powiedzieć.

Obiektywnie całkiem niedawno (bo subiektywnie wydaje się, że to prehistoria) spotkało nas wszystkich coś co nazywa się w naszym kraju długim weekendem. I w czasie tego weekendu miałem okazję dokonać kilku obserwacji. Pogoda była przepiękna więc ludzie i ludziska całymi stadami oddawali się wszelakim bardziej i mniej ałtdorowym (ang. Outdoor) rozrywkom. A przy tej okazji średnio co trzeci a w niektórych grupach wręcz każdy uczestnik wszelakich ekskursij (ros. ?????????) posiadał aparat fotograficzny. Oczywiście cyfrowy, co ciekawe nie spotkałem przez cały długi weekend żadnego oldskulowca (ang. Oldschool) wyposażonego w „analoga”. Może definitywnie wyginęli, albo są uczuleni na słońce i otuleni w szaliki siedzą w zatęchłych studiach czy innych klaustrofobicznych sceneriach w których można produkować różne artystyczne i pseudoartystyczne obrazki?

Ale ja nie o tym, wróćmy do minionego długiego weekendu. Ilość aparatów per głowa mogłaby wskazywać, że trafiłem na jakiś fotograficzny spot czy inne warsztaty. Ale nie, to byli zwykli turyści. Po prostu większość z nich poczuła misję utrwalania i pokazywania innym obrazków z odwiedzonych miejsc. Chyba tak było. Bo patrząc na wyniki działań tych fotoamatorów to tak do końca nie był bym o tym przekonany. Wręcz czasami mam wrażenie, że niektóre osoby „klikają” fotki bo tak trzeba… Bo trzeba mieć aparat, bo przecież koledzy czy koleżanki też mają i trzeba robić te nieszczęsne fotki nie mając na nie pomysłu a przede wszystkim nie wiedząc dlaczego coś konkretnego chce się utrwalić na zdjęciu. A później obowiązkowo trzeba te fotki pokazywać znajomym. Pewnie się co poniektórym kolegom i koleżankom czasami narażam, ale gdy chcą mi pokazać fotki z wycieczki to odpowiadam – dobrze, chętnie, ale pięć. Nie więcej. A taka jednodniowa wycieczka to często trzysta czy nawet więcej klatek. W takich momentach zaczynam rozumieć oldskulowców – film 35mm miał 24 lub 36 klatek. I swoje kosztował. Do tego dochodziły koszty wywołania i wykonania odbitek. Zanim zrobiło się zdjęcie człowiek się dobre kilka razy zastanowił czy aby to co chce utrwalić jest tego warte. A więc wycieczka zamykała się w tych magicznych 36 klatkach, czasami 38 czy 39 jeśli okazał się nieco dłuższy. Z tego kilka „nie wyszło” z powodu błędnych nastawów ekspozycji. Dzisiaj byłoby zdziwienie – jak to błędnych, przecież aparat nastawia ekspozycję automatycznie. Kiedyś tak nie było, a nawet jeśli było to ambicją każdego fotoamatora było używanie nastawów ręcznych aby skorygować ułomną automatykę aparatu. Ale to nie jest istotne, bo to dobrze, że teraz mamy aparaty które w 90% ekspozycję i ostrość ustawią poprawnie a nawet na programach tematycznych odpowiednio dobiorą czas i przysłonę aby uzyskać odpowiedni efekt. Tak naprawdę uwolniło to fotografujących o myśleniu o mnóstwie technicznych rzeczy, mogą się oni skupić na zdjęciu jako takim. Na wyborze tematu, kadrze, kompozycji, perspektywie. Oglądając jednak kliki z wycieczek mam wrażenie, że większość robiących zdjęcia uważa, że i to zrobi za nie aparat. Chciałbym ich wyprowadzić z błędu – nie, tego aparat za was nie zrobi. To trzeba zrobić samemu. Ale żeby to zrobić, trzeba mieć pomysł… albo choćby uczyć się od największych i kopiować… to znaczy zapożyczać. Pomysły, kadry, kompozycję. Może trochę jeszcze poczytać. Nie, nie o przysłonach, ogniskowych, czasach naświetlania czy bracketingu. Na to przyjdzie czas jeśli będziecie chcieli się w temacie fotograficznym rozwijać. Zacznijcie od świadomego budowania obrazu w kadrze – od pokazywania widzowi tego co faktycznie uznacie za ciekawe i w taki sposób aby go zaciekawić. Od bardzo humanistycznej kwestii, bliżej temu do malarstwa niż do komputera. Pomysł, budowa planu, kompozycja. I jest! Techniką zajmie się automatyka aparatu.  A nawet jak coś niecoś zepsuje to nic, lepsze jest ciekawe zdjęcie, które jest nieco gorsze technicznie niż superostre i dobrze naświetlone zdjęcie ‘niczego’.

No dobrze, trochę popłynąłem. Zasadniczo chodzi mi tylko o to, żeby te fotki pstrykać świadomie. Tylko tyle i aż tyle.

A w ramach rozrywki w temacie dorzucę wam humorystyczny nieco wykres rozwoju kompetencji fotograficznych – gdzie na nim jesteście?



2 odpowiedzi na “Brain Leaks #4”

  1. 3M napisał(a):

    DEATH na linii czasu z poczuciem niedoskonałości naszych umiejętności fotograficznych (40%) jest najlepszy – nie ma zbawienia, smutne te życie niespełnionych fotografów

  2. Daga napisał(a):

    Dobre 🙂 Dlatego nie mam aparatu fotograficznego tylko telefon :p hehe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.