Brain Leaks #2

 

No to o czym by tu dzisiaj? O ACTA to jakoś tak głupio, bo już wszędzie o tym piszą. Co niektórzy to już pewnie boją się otwierać lodówek, żeby tam też nie było o ACTA. W lodówkach to może nie, ale NA lodówkach (co poniektórych) może się zdarzyć, istnieją przecież modele z wyświetlaczem dotykowym i podłączeniem do Internetu (ba, nawet Andka na pokładzie mają!).

No właśnie, skoro już przy kuchni jesteśmy, to co z tymi no… prawami autorskimi do przepisów publikowanych na blogach kulinarnych? Czy one aby nie są spiracone?! Upiecze człowiek ciastko, poczęstuje znajomych tymże ciastkiem, a oni pójdą siedzieć za współudział. Czyli nie będzie o ACTA, bo to się już przejadło. Albo będzie. W końcu mamy wolność słowa! To znaczy ja mam taką, że jak się felieton nie spodoba ojcu prowadzącemu to go po prostu zdejmie z publikacji. Ale to dopiero w poniedziałek, czyli  będziecie mieli szansę go przeczytać. No dobra, pójdźmy na kompromis – będzie obok ACTA. Będzie o wolności, hipokryzji i pomyleniu z poplątaniem. I o modelach biznesowych też tak trochę, ale nie za wiele. Jak koncerny chcą się dowiedzieć więcej to niechaj mnie wynajmą na konsultanta. Za stosownym wynagrodzeniem oczywiście.

Tak jak się umówiliśmy na wstępie, nie będę pisał tyrad na temat samej umowy. Mnóstwo o tym już napisano i powiedziano. Pisali zarówno ludzie, którzy wiedzieli co piszą, ale również tacy, którzy zielonego pojęcia nie mieli o samej umowie, jej konstrukcji i konsekwencjach. Przez ostatnie tygodnie słuchałem wielu wypowiedzi, dyskusji czy wywiadów. Odniosłem wrażenie, że wiele osób tak naprawdę nie bardzo wiedziało, o czym mówi. Często najmniej wiedzieli Ci, którzy krzyczeli najgłośniej. Żeby było zabawniej to na sztandar założyli hasło wolność i darli jadaczki, że im zabierają tą wolność. Jak pytano o jaką wolność chodzi to odpowiadali, że chodzi o, ma się rozumieć, wolność w Internecie, wolność odpowiadali. No jasne. Wolność. W końcu Polacy zawsze walczą o Wolność. My to przecież mamy we krwi. Na hasło wolność (a może nie o wolność a o dokopanie rządowi chodziło) oczywiście ożywił się Największy Polski Bojownik o Wolność i zadeklarował, że tak, że oczywiście, że on zawsze z internautami. Czyli co – teraz też ogląda pornole i pije piwo przed monitorem? Bo przecież nie tak dawno opowiadał, że w jego wyobrażeniu tak właśnie wygląda wieczór w wykonaniu internauty. Nie? Aaaa to już wiem o co chodzi, w tym samym wywiadzie było coś o łatwości manipulowania internautami. Znaczy się, Pan Bojownik zwietrzył szansę na ugranie elektoratu. Czyli zasadniczo internauci są „be”, ale jakby czasem chcieli poprzeć to już będą „aja”. Panie Bojownik, to się nazywa hipokryzja! Trudne słowo. Polecam sprawdzić jego znaczenie w wikipedii, skoro Pan taki Internauta się zrobił. Z drugiej strony patrząc Pan Wielki Trampkarz spaprał koncertowo. Jak można tak pokpić wiedząc, że taka umowa mocno ingeruje w sferę tak ważną dla wielu jego wyborców. Ważną? Co ja piszę. Będącą jak tlen! A ta umowa może przykręcić kurek, w efekcie czego pacjent się poddusi. Oj, nie będzie on za to wdzięczny, nie będzie. Na całe jego szczęście Wielki Trampkarz w porę się obudził i niczym rasowy obrońca (a podobno gra w ataku) w ostatnim momencie zablokował ślizgiem wbicie piłki do własnej bramki. Teraz będzie trzeba drużynę postawić na baczność i wyjaśnić, o co w tej grze chodzi. Mam tylko wrażenie, że nowym celem nie będzie wygranie dla nas, dla internautów, tylko dzięki nam. Trochę to smutne, ale najważniejsze, żebyśmy przy okazji wygrali swoje. Jedno wielkie pomieszanie z poplątaniem.

Jak słuchałem o tej wolności, która to podobno miała być wolnością słowa, a którą wredne ACTA ma zablokować… to mi się śmiać chciało. Patrząc na poziom komentarzy na głównych portalach to właściwie chyba byłoby dobrze, gdyby niektórym tę wolność zabrać. Z jednej strony jest ona często źle rozumiana, a z drugiej strony poziom intelektualny oraz językowy niektórych osób powinien automatycznie dyskwalifikować te osoby z możliwości publikowania w Internecie. Piszę „w Internecie”, bo w prasie papierowej by ich nigdy nie wydrukowano. No chyba, że w dziale z dowcipami, jako podmiot tychże. Moi drodzy, nie oszukujmy się, przecież większości protestujących nie chodzi bynajmniej o wolność słowa! Chodzi o dostęp do pirackich treści, takich jak filmy czy muzyka. Zaprzeczycie? Bez hipokryzji! Tą zostawmy dla… sami wiecie kogo. Dobra, dobra, spokojnie, po co te nerwy. Pytacie czy jestem za czy przeciw? Ani tak, ani tak. Uważam, że definicja praw autorskich jest często źle formułowana i tu ACTA może narobić dużo złego, blokując dostęp do materiałów, których nie da się legalnie pozyskać lub ich legalne pozyskanie jest bardzo trudne. Z drugiej strony rozumiem różnych twórców czy wydawców, którym pieniążki uciekają bokiem. Choć nie tak do końca, bo często bywa tak, że im się tylko wydaje, że te pieniążki by zarobili.­ Absolutnie nikt nie jest w stanie udowodnić, że gdyby materiał nie był ściągnięty nielegalnie to dany internauta podreptałby grzecznie do EMPIKu czy innego sklepu dla idiotów i nabył płytę z tą muzyką czy filmem. Prawdopodobnie nie. Z drugiej strony koncerny zdają się nie zauważać, że atakując internautów kopią swoich klientów. Badania pokazały, że w tej grupie jest znacznie większy odsetek osób kupujących książki, muzykę czy filmy niż w grupie nie-internautów. Wielokrotnie większy. Nie wierzycie? Polecam artykuł Edwina Bendyka w Polityce (nr 4/2012) pt.:”Piraci są bardziej kumaci”.  Tobie również ten artykuł polecam – poeto, piosenkarzu, idolu na ołtarzu… Internauci są często znacznie bardziej wyedukowani kulturalnie od TV-oglądaczy, a więc są znacznie lepszą potencjalną klientelą, bo ciągle będą chcieli więcej i więcej. Problem polega na tym, że są klientelą często bardziej wybredną, nie dającą sobie wciskać kitu. W związku z tym chcą się zapoznać z tym, co kupują, zanim na to wydadzą pieniądze.  Tego właśnie nie chcą zrozumieć koncerny. Chcą zamordyzmu – płać i reklamacji nie przyjmujemy. A ja – podobnie jak pewnie wielu internautów – nie dość, że nie chcę płacić za coś (muzykę) czego nie miałem okazji wcześniej posłuchać,  to jeszcze chciałbym za to płacić w zależności od tego w jakim stopniu mi się to podoba. I nie jest tu rozwiązaniem coś co proponują niektóre sklepy online z płytami, czyli kilku-kilkunastosekundowe sample utworów do odsłuchania. Na tej podstawie na pewno nie ocenię czy z mojego punktu widzenia (a właściwie – słyszenia) warto nabyć daną płytę. Rozwiązaniem są całkiem nowe modele biznesowe – udostępnianie treści z płatnością za ilość odsłuchań piosenki czy ilość minut obejrzanego filmu. Oglądam, po piętnastu  minutach już wiem, że zachwalany superralistyczny film wojenny to kolejny stek nieprawdopodobieństw, w którym żołnierze mają włączoną opcję „unlimited ammo” i kończę ten seans, nie płacąc nic (to byłoby fair bo właściwe to wydawca powinien zapłacić mi – bo to ja straciłem mój czas zapoznając się z jego szmirą), ewentualnie płacąc za obejrzane minuty. Coś czuję, że nie dość, że oglądalność dobrych filmów by wzrosła to jeszcze blokowałoby to zalew tandety. Ale na to nie możemy sobie pozwolić. Prawda Panowie Wydawcy?

P.S. Obrazek ilustrujący felieton spiraciłem zapewne. Bez zgody ojca prowadzącego, jakby co to pretensje do mnie. Nie wiem kto ma prawa do obrazów Matejki, ale niniejszym oświadczam, że jako Prawdziwy Polak czuje się upoważniony do skorzystania z jego fragmentu.



4 odpowiedzi na “Brain Leaks #2”

  1. Daga napisał(a):

    O patentach nic nie napisales 🙂

  2. Mr.C napisał(a):

    Dzięki za linka, tego nie znałem!

  3. DżejDżej napisał(a):

    Dobry artykuł, taki prawdziwy 🙂

  4. wania napisał(a):

    Pełna zgoda, obok artykulu Bendyka dorzucilbym jeszcze wywiad z autorami raportu na ktory tenze sie powoluje http://wyborcza.pl/1,118283,11012251,Cala_Polska_to_zlodzieje_i_piraci_.html oraz dla bardziej wytrwalych caly raport do pobrania z http://obiegikultury.centrumcyfrowe.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.